Retro tarocista
Igor Alexander pochodzi z rodziny, która jest z wróżbiarstwem związana od kilku pokoleń. Jego doświadczenie zawodowe, to kilkanaście lat aktywnej pracy z kartami tarota, klasycznymi i kartami Mademoiselle Lenormand, które odziedziczył po swej babce.
Pomimo obiegowych, i jakże niesłusznych, opinii o usługach wróżbiarskich typu 0700, to właśnie dzięki tej powszechnie znanej formie ma kontakt z tysiącami osób, telefonicznie i osobiście. Jego klientami bywają zarówno ludzie znani, jak i tzw. zwykli ludzie. Wszystkich łączy jedno... – pytania, na które nie są w stanie sami znaleźć odpowiedzi.
Mimo, że jesteśmy w radiu, rozmowę zacznę przewrotnie… Co Pan sądzi o wróżeniu w telewizji?
Wiele osób, z którymi mam kontakt, twierdzi, że wróżenie, to nie jest show, ja jestem tego samego zdania – dlatego, gdy proponowano mi prowadzenie tego rodzaju programów, odmawiałem.
Niemal codziennie spotykam się z intymnymi pytaniami, odpowiedzi wymagają skupienia i dyskrecji. To są delikatne sprawy, uważam więc, że sprzyjającą atmosferę rozmowy na takie tematy zapewni tylko zacisze czterech ścian. Sądzę, że trudno stworzyć taki klimat w telewizji.
A jakie jest Pana zdanie na temat radia, stawiania kart w radiu?
Sformułowanie „rozmowy przy Tarocie” jest mi niezwykle bliskie, posługuję się tym zdaniem od lat. Gdyby pojawiła się propozycja takich rozmów w radiu, na pewno poważnie bym się nad nią zastanawiał, a pod pewnymi warunkami, być może, przyjął. Radio jest jednak bardziej intymne niż telewizja, a tarot wymaga określonej atmosfery, otoczenia. Od dawna „rozmowy przy Tarocie” prowadzę telefonicznie lub osobiście, w cztery oczy. I to są właśnie „spotkania przy Tarocie”.
Niektórzy wróżbici, reklamując się, piszą czy mówią o sprawdzalności w 100%, a Pan jak określiłby sprawdzalność swoich przepowiedni?
Nie wiem w ilu procentach sprawdzają się przepowiednie moich kart. Jak to sprawdzić? Jaką skalę przyjąć? Nie wiem! Mogę się tylko domyślać, że jeśli ktoś powraca do mnie, czyli przychodzi przez kilka lat, lub dzwoni od kilku lat, to znalazł w moich wróżbach potwierdzenie – ale na pewno nie 100%. Gdybym twierdził, że moje wróżby sprawdzają się w 100% – byłbym po prostu oszustem, a gdyby faktycznie się sprawdzały w takim stopniu – to czy nie obawiano by się mnie? Sam bym się chyba siebie bał.
Proszę nam opowiedzieć o wróżeniu i o kartach, którymi posługuje się Pan na co dzień w pracy.
Przeciwnicy wróżbiarstwa zawsze znajdą argumenty na „nie”. Powiedzą, że to zabobony, że ciemnogród, oszustwo, manipulacja, „rachunek prawdopodobieństwa”. Z pewnością nikt nikogo nie przekona, bo chyba i nie o to chodzi. Każdy może wierzyć w to, co uzna za stosowne. Wróżba – to dla jednych rozrywka, dla innych „ostatnia deska ratunku”, ale na pewno jest w niej jakaś magia…
Często, gdy wspomina się Napoleona i Józefinę, jego żonę, mówi się o nich, jako osobach korzystających z porad wróżki Marii Lenormand. Niewiele osób wie, że królowa Bona miała nadwornego astrologa i wróżbitę, stawiającego karty; kto wie, czy wielu trafnych decyzji nie podjęła, dzięki karcianym przepowiedniom? Bonie nie można przecież odmówić ani braku inteligencji, ani sprawnego rządzenia.
Bolesław Prus, Tadeusz Żeleński-Boy, Juliusz Osterwa uczestniczyli w seansach spirytystycznych, co w ich czasach było czymś więcej, niż tylko salonową rozrywką.
Siostry Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec stawiały tarota. Pawlikowska sama wykonała talię tarota, zastępując niektóre karty wymyślonymi przez siebie obrazkami (np. kartą „Dziecko” czy „Niespodzianka”).
Uważam, że nie ma znaczenia, jaką talią tarota posługuje się osoba wróżąca, to zawsze jest jej wybór. Nie ma talii lepszej czy gorszej: tarot - to tarot.
O wyborze talii decydują indywidualne zapatrywania, względy wizualne, czasem pierwsze odczucie przy jej przejrzeniu, ale, jak podkreślam: tarot zawsze pozostaje tarotem.
Wróżąc przez telefon, posługuję się talią „Tarot of the Cat People” lub „Tarotem Marsylskim”. Na spotkaniach osobistych stawiam „Morgan – Green Tarot”, „Rider – Waite Tarot”. Obie te talie mają przyjazne obrazki, które nie straszą Klienta.
Mimo, że mam kilkanaście tarotowych talii, które bardzo lubię – te, których nazwy wymieniłem, czuję w wyjątkowy sposób. Korzystam też czasem z kart Lenormand, do których mam sentyment – rzadziej z kart cygańskich, czy klasycznych.
Zazwyczaj nie mówię o tym, jakimi taliami tarota się posługuję, bowiem nie ma to najmniejszego znaczenia dla Klienta, a już na pewno żadnego wpływu na jakość mojego „karcianego przekazu”. Ale skoro padło to pytanie, a i niektórzy Klienci o to pytają, wymieniłem je, choć, podkreślam: to nie jest najistotniejsze.
W imieniu swoim i słuchaczy dziękuję za rozmowę.
Tekst chroniony prawem autorskim.
Kontakt: dziewanna (at) mailplus.pl